Gile do pasa, dreszcze, klucha w gardle… Znacie, podejrzewam, ten stan z autopsji. 

A tu trzeba do pracy, milion spraw zaległych i żadnych perspektyw na wolne. 

Sięgam po nowy lek o uroczej nazwie GRYPOSTOP. Na noc, coby skutecznie zadziałać i wybić zarazę. 

Po pół godzinie. 

Katar znikł, dreszcze też. 

I nagle wszystko przyspieszyło. 

Zamieniam się w delfina, którego mózg nigdy nie śpi. Jedna część mnie kreuje w wyobraźni nowe sceny do spektaklu, a w tym samym czasie druga połowa umysłu analizuje prędkość poruszania się wskazówki w zegarku. 

Po pół godzinie. 

Zmęczona jak pies, ale umysł mam jak brzytwa, mogę pisać doktorat. 

Wymyśliłam w międzyczasie dwa inne spektakle i mam pomysł na książkę. 

Cholerna wskazówka porusza się coraz wolniej. 

Pół godziny później. 

Wstaję. Biorę ciepły prysznic. 

Nie działa. 

30 minut. 

Piję kakao. 

Bezskutecznie. 

Nadal. 

Caryca rozwalona na połowie łóżka chrapie w najlepsze. Mam ochotę ją obudzić. Albo udusić. Powstrzymuję się. 

Może spacer? 

Nic nie działa. Delfin. 

Tik tak. Tik tak. Tik tak…. 

Wraz z pierwszymi promieniami słońca „cudowny” lek przestał działać. Wróciły gile, dreszcze i na dodatek wory pod oczami. 

Dzień dobry wszystkim! 

Zostaw komentarz

0
    0
    Koszyk
    Koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewijanie do góry