Usłyszałam chyba najbardziej obrzydliwy komentarz odnośnie mojego życia, zupełnie niezasłużenie, totalnie z zaskoczenia, rzucony z „życzliwości” od wydawałoby się zacnych znajomych.
Tadam!
Że sprawiliśmy sobie psa, bo nie mamy … POTOMSTWA!
Chlast! Chlast!
Że jest to wybitnie egoistyczne zmuszać ICH progenitury do opłacania w przyszłości
naszych emerytur.
Dodam, że była to „luźna” rozmowa towarzyska z gatunku „co u ciebie słychać?”
Kiedyś w ramach riposty powtórzyłabym żartobliwie za Marią Pawlikowską, że „rodzić śmiertelników – to niedorzeczne”, lub rzuciłabym mimochodem, że idąc tropem przyrostu naturalnego jako remedium na zapewnienie spokojnej starości, to kraje trzeciego świata powinny być bonanzą dla seniorów, a nie są,
ale mam już dosyć chamskich komentarzy, braku kultury osobistej i arogancji.
Person znajomych, tudzież mi obcych.
Nie miałam nic do powiedzenia.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
Z moim psem / dzieckiem.
To zdarza się coraz częściej.
Dajemy sobie prawo instruowania innych ludzi jak mają żyć. Jesteśmy w tym zacietrzewieni, paskudni. Napastliwi.
Nawet mnie – istocie z gruntu społecznej – odechciewa się socjalizacji.
Może czas zacząć warczeć?
