Ale się posunęła! – słyszą często kobiety w „pewnym wieku”.
Nie ma sensu zaprzeczać naturze, polecam raczej wybór bramki B: ekstrawagancję akceptacji nieuniknionego. Opowiedzmy to sobie, Szanowni Państwo, bo tu nie ma żadnej tajemnicy: wszyscy zmierzamy w jednym kierunku, ku wieku. A ta część, wstydliwa i straszna, etap na S, to 1/3 i tak nie za długiego pobytu w obecnych wersjach fabrycznych.
Mamy tylko to!
Jedno ciało, jedno życie w jednym ciele.
I dlatego nie mam zamiaru … się posuwać.
Planuję okupować swoje miejsce w świecie bez godności, żarłocznie i ze smakiem. Będę, ot tak, będę z lekkością, będę jak rzeka, płynąć nieustannie i meandrować przez przeszkody.
Nie zamierzam zaprzeczać procesom (mam lustro, widzę i czuję zwisy, sztywności i pulchność), ale zmiany traktuję jako oczywistą oczywistość, z ciekawością i humorem. Czule. Badam siebie w nowych odsłonach. Nieustannie. Skrzypię, trzeszczę, świszczę, pojawiają się nowe rytmy i jakości. Nowe perspektywy. Dystans do siebie, mądrość, rozumienie spraw. Głębia. Jestem obecna, bez przymusu. Ciało postrzegam jako bezgraniczne możliwości, generator energii i źródło wszystkiego.
Nie zamierzam gasić światła!
Carpe diem. Nie ma powrotu.
Idzie jesień.

Foto: Joanna Hanusek


