Autor: Jakub

Trochę tu ucichłam, choć nie bez przyczyny. Po śmierci Yoli coś wewnątrz mnie pękło i nie umiem jeszcze tego poskładać. Wpadłam w wir pracy, ale nie do końca jestem całością. Połowa, owszem, działa jak szalona: pisze, nagrywa, tańczy, gra, śpiewa, reżyseruje, rozmawia, spotyka się, chodzi z psem, gotuje, robi zakupy, uczy się angielskiego, uczy innych, sprząta, farbuje włosy, pije kawę za kawą… No, petarda! Druga jest tak zwyczajnie, […]

Dowiedz się więcej »

Proszę Państwa! Jeśli tak miałoby wyglądać moje życie – to proszę mnie zastrzelić! Ewa w pudrowej garsonce i nieskazitelnym make-upie, pląsająca radośnie do soundtracka z Pretty woman, w różowej kuchni lalki Barbie, serwująca brokuły – brzmi niedorzecznie i śmiesznie. To, oraz pasująca kolorem do wnętrza lodówka, opasana ł a ń c u c h e m ! Nosz… kurna… IDEAŁ!… Do takiego życia się przecież urodziłam! Nie znam tego rodzaju kobiet (w garsonkach serwujących kalafiory)!

Dowiedz się więcej »

Porzucony teatr.

Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”.  Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy.  Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale.  Nasze być, czy nie być nie ma znaczenia.  Nie jesteśmy miejscem kultu, myśli i edukacji (dyskutowałabym!), galerią handlową, nie świadczymy usług pierwszej potrzeby (mam wątpliwości!), nie ratujemy życia

Porzucony teatr. Dowiedz się więcej »

Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”. Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy. Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale. Nasze być czy nie być nie ma żadnego znaczenia. Nie jesteśmy miejscem kultu,

Dowiedz się więcej »

Kronika z zamknięcia, kolejna sobota

*Maska wywołuje u mnie klaustrofobię, brak mi tchu, brak mi słów, a myśli uciekają, od razu dusznica i panika level master. Po zdjęciu szmaty, jak ręką odjął. Noszę przepisowo, ale niechętnie, tudzież nie wyobrażam sobie, że będę się tak poniewierać do czasu wynalezienia szczepionki.  *Do tego pies patrzy na mnie spod byka, że bez twarzy z nim wychodzę (stałam się dziwną, groźną panią) i nie może czytać we mnie jak w książce, tylko musi zgadywać o co mi kaman.  *Rządzą nami niegodziwcy. 

Kronika z zamknięcia, kolejna sobota Dowiedz się więcej »

Kronika, z dziś. 

Rano poszłam, jak co dzień, na spacer z psem. Łazimy na wały nadodrzańskie, w miejsca, gdzie jest mała frekwencja, coby unikać zagrożeń.  Szliśmy sobie grzecznie, wąchając kwiatki i obsikujac krzaczki, w dużym oddaleniu od pary sunących powoli i z godnością seniorów, omijając szerokim łukiem pana walczącego z upartym szczeniakiem. Przez to nie zauważyliśmy niebezpieczeństwa, które czaiło się za zakrętem, na waskiej ścieżce między opuszczoną miejską plażą, a rzeką. Na zapyziałej drewnianej palecie (przy samej ścieżce, nie sposób ominąć) rezydowała madka z 4-5

Kronika, z dziś.  Dowiedz się więcej »

#sen  Brałam udział w warsztatach tanecznych. Masterclass z kimś bardzo ważnym. Na wielkiej scenie, z czarną podłogą baletową. Moje ciało doskonale pamięta zapach teatralnego kurzu. Gładką strukturę podłogi baletowej, która odbija wszystko, jak tafla wody. Przylega przyjemnie, jak druga skóra. #obserwator Siedziałam na czerwonym pluszowym krześle, w ostatnich rzędach widowni. Może przebierałam się tam w strój do ćwiczeń?! – Nie pamiętam. Wiem, że bezwstydnie chłonęłam obrazy. Głosy, śmiechy, kolory, przyjazne twarze, sylwetki, gwar, trzaskające krzesła.

Dowiedz się więcej »

Tydzień w zamknięciu. Kronika. 

Koronafaszyn.  Wczoraj. Widziałam panią w średnim wieku, z kanarkowo – żółtymi rękawiczkami rowerowymi na dłoniach i bawełnianą niebieską maską, ubraną tylko na obszar ust. Nos pozostawał odsłonięty. Ochronna wartość tego zestawu jest wątpliwa, ale wyglądała nieźle jako stylówa. Nie śmiałam podejść i zapytać.  W parku dwoje staruszeńków zawiniętych szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe (takie foliowe, dostępne w kioskach) tuliło się do siebie namiętnie. Trochę mnie to wzruszyło.  Wczoraj również, niemal przez całą drogę z parku

Tydzień w zamknięciu. Kronika.  Dowiedz się więcej »

Czas płynie. Godzimy się ze stratą. Z każdą chwilą boli trochę mniej.  Idę powoli, rozglądając się na boki. Mój świat znowu ma kolory! Tęsknota już tak nie dławi i prawie można oddychać pełną piersią. Śmiać się naprawdę. Twarzą i oczami. Czuć szczęście. Ta przestrzeń jest znowu dostępna.  Czasami noce są trudne. Bezbronne. Pełne cieni. Wspomnień. Snów. Zamykam oczy i już, coraz rzadziej, ale wraca zapach, pamięć troski w głosie, gładkość skóry i chłód całowanych policzków. Dotyk. Czułość matkowania.

Dowiedz się więcej »

Mój świat ma kształt trójkąta,  z przestrzenią pomiędzy.  Pomiędzy mieści wiele,  jest nieskończenie  WOLNE  Mieszkają tam RELACJE  poezja, muzyka, taniec,  wyobraźnia,  dusze bliskich,  I to, co niewypowiedziane  JA też jestem pomiędzy I czwarty wymiar – CZAS 

Dowiedz się więcej »

Przeczytałam dzisiaj ładną rzecz o miłości.  Że udany związek jest wtedy, gdy ludzie podążają razem w jednym kierunku, z tą samą prędkością. Kiedy tak nie jest, jedna z osób zawsze znajdzie się w cieniu tej drugiej. 

Dowiedz się więcej »

Usłyszałam chyba najbardziej obrzydliwy komentarz odnośnie mojego życia, zupełnie niezasłużenie, totalnie z zaskoczenia, rzucony z „życzliwości” od wydawałoby się zacnych znajomych.  Tadam!  Że sprawiliśmy sobie psa, bo nie mamy … POTOMSTWA!  Chlast! Chlast!  Że jest to wybitnie egoistyczne zmuszać ICH progenitury do opłacania w przyszłości  naszych emerytur.  Dodam, że była to „luźna” rozmowa towarzyska z gatunku „co u ciebie słychać?”  Kiedyś w ramach riposty powtórzyłabym żartobliwie za Marią Pawlikowską, że „rodzić śmiertelników – to niedorzeczne”, lub rzuciłabym mimochodem, że idąc tropem przyrostu naturalnego jako

Dowiedz się więcej »

Podsłuchiwałam bezczelnie rozmowę dwóch studentek, odnośnie ubrań z drugiej ręki. Że bez sprawdzonego źródła nie noszą, że w lumpeksach i po kimś się brzydzą, że raczej  i namiętnie polują na okazyjne wyprzedaże  w zarach, czy innych haendemach.  Te panny kupują przynajmniej jeden nowy ciuch tygodniowo. Często kilka.  Nosz kurna – dramat.  Nie miałam pojęcia o skali tego zjawiska.  Od lat ubieram się w lumpeksach i co więcej, kupuję zwłaszcza ubrania vintage. Wychodzę z założenia, że jeśli przetrwały w tak dobrym stanie kilkadziesiąt lat, warto jest mieć

Dowiedz się więcej »

Retrospekcja.

Usiadłyśmy po zagranym udanie spektaklu. Pijąc wino. Otwarte okna, światło latarni, muzyka sącząca się z górnych pięter. Sytuacja niemal idealna. Rozmowa.  Nasze działanie zatoczyło krąg i już niemal się dopełniło. Przywiązałyśmy się do miejsca, którego wkrótce nie będziemy w stanie zarzymać.  W siermiężnej i bezdusznej polskiej rzeczywistości przestajemy mieć rację bytu. Zamykają się drzwi możliwości.  I okien na tę chwilę brak.  „Nie bój się zawracać! ” przeczytałam ostatnio

Retrospekcja. Dowiedz się więcej »

0
    0
    Koszyk
    Koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewijanie do góry