Trochę tu ucichłam, choć nie bez przyczyny. Po śmierci Yoli coś wewnątrz mnie pękło i nie umiem jeszcze tego poskładać. Wpadłam w wir pracy, ale nie do końca jestem całością. Połowa, owszem, działa jak szalona: pisze, nagrywa, tańczy, gra, śpiewa, reżyseruje, rozmawia, spotyka się, chodzi z psem, gotuje, robi zakupy, uczy się angielskiego, uczy innych, sprząta, farbuje włosy, pije kawę za kawą… No, petarda! Druga jest tak zwyczajnie, […]
Proszę Państwa! Jeśli tak miałoby wyglądać moje życie – to proszę mnie zastrzelić! Ewa w pudrowej garsonce i nieskazitelnym make-upie, pląsająca radośnie do soundtracka z Pretty woman, w różowej kuchni lalki Barbie, serwująca brokuły – brzmi niedorzecznie i śmiesznie. To, oraz pasująca kolorem do wnętrza lodówka, opasana ł a ń c u c h e m ! Nosz… kurna… IDEAŁ!… Do takiego życia się przecież urodziłam! Nie znam tego rodzaju kobiet (w garsonkach serwujących kalafiory)!
Porzucony teatr.
Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”. Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy. Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale. Nasze być, czy nie być nie ma znaczenia. Nie jesteśmy miejscem kultu, myśli i edukacji (dyskutowałabym!), galerią handlową, nie świadczymy usług pierwszej potrzeby (mam wątpliwości!), nie ratujemy życia
Porzucony teatr. Dowiedz się więcej »
Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”. Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy. Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale. Nasze być czy nie być nie ma żadnego znaczenia. Nie jesteśmy miejscem kultu,
Kronika z zamknięcia, kolejna sobota
*Maska wywołuje u mnie klaustrofobię, brak mi tchu, brak mi słów, a myśli uciekają, od razu dusznica i panika level master. Po zdjęciu szmaty, jak ręką odjął. Noszę przepisowo, ale niechętnie, tudzież nie wyobrażam sobie, że będę się tak poniewierać do czasu wynalezienia szczepionki. *Do tego pies patrzy na mnie spod byka, że bez twarzy z nim wychodzę (stałam się dziwną, groźną panią) i nie może czytać we mnie jak w książce, tylko musi zgadywać o co mi kaman. *Rządzą nami niegodziwcy.
Kronika z zamknięcia, kolejna sobota Dowiedz się więcej »
Kronika, z dziś.
Rano poszłam, jak co dzień, na spacer z psem. Łazimy na wały nadodrzańskie, w miejsca, gdzie jest mała frekwencja, coby unikać zagrożeń. Szliśmy sobie grzecznie, wąchając kwiatki i obsikujac krzaczki, w dużym oddaleniu od pary sunących powoli i z godnością seniorów, omijając szerokim łukiem pana walczącego z upartym szczeniakiem. Przez to nie zauważyliśmy niebezpieczeństwa, które czaiło się za zakrętem, na waskiej ścieżce między opuszczoną miejską plażą, a rzeką. Na zapyziałej drewnianej palecie (przy samej ścieżce, nie sposób ominąć) rezydowała madka z 4-5
Kronika, z dziś. Dowiedz się więcej »
#sen Brałam udział w warsztatach tanecznych. Masterclass z kimś bardzo ważnym. Na wielkiej scenie, z czarną podłogą baletową. Moje ciało doskonale pamięta zapach teatralnego kurzu. Gładką strukturę podłogi baletowej, która odbija wszystko, jak tafla wody. Przylega przyjemnie, jak druga skóra. #obserwator Siedziałam na czerwonym pluszowym krześle, w ostatnich rzędach widowni. Może przebierałam się tam w strój do ćwiczeń?! – Nie pamiętam. Wiem, że bezwstydnie chłonęłam obrazy. Głosy, śmiechy, kolory, przyjazne twarze, sylwetki, gwar, trzaskające krzesła.
Tydzień w zamknięciu. Kronika.
Koronafaszyn. Wczoraj. Widziałam panią w średnim wieku, z kanarkowo – żółtymi rękawiczkami rowerowymi na dłoniach i bawełnianą niebieską maską, ubraną tylko na obszar ust. Nos pozostawał odsłonięty. Ochronna wartość tego zestawu jest wątpliwa, ale wyglądała nieźle jako stylówa. Nie śmiałam podejść i zapytać. W parku dwoje staruszeńków zawiniętych szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe (takie foliowe, dostępne w kioskach) tuliło się do siebie namiętnie. Trochę mnie to wzruszyło. Wczoraj również, niemal przez całą drogę z parku
Tydzień w zamknięciu. Kronika. Dowiedz się więcej »
Czas płynie. Godzimy się ze stratą. Z każdą chwilą boli trochę mniej. Idę powoli, rozglądając się na boki. Mój świat znowu ma kolory! Tęsknota już tak nie dławi i prawie można oddychać pełną piersią. Śmiać się naprawdę. Twarzą i oczami. Czuć szczęście. Ta przestrzeń jest znowu dostępna. Czasami noce są trudne. Bezbronne. Pełne cieni. Wspomnień. Snów. Zamykam oczy i już, coraz rzadziej, ale wraca zapach, pamięć troski w głosie, gładkość skóry i chłód całowanych policzków. Dotyk. Czułość matkowania.
Usłyszałam chyba najbardziej obrzydliwy komentarz odnośnie mojego życia, zupełnie niezasłużenie, totalnie z zaskoczenia, rzucony z „życzliwości” od wydawałoby się zacnych znajomych. Tadam! Że sprawiliśmy sobie psa, bo nie mamy … POTOMSTWA! Chlast! Chlast! Że jest to wybitnie egoistyczne zmuszać ICH progenitury do opłacania w przyszłości naszych emerytur. Dodam, że była to „luźna” rozmowa towarzyska z gatunku „co u ciebie słychać?” Kiedyś w ramach riposty powtórzyłabym żartobliwie za Marią Pawlikowską, że „rodzić śmiertelników – to niedorzeczne”, lub rzuciłabym mimochodem, że idąc tropem przyrostu naturalnego jako
Podsłuchiwałam bezczelnie rozmowę dwóch studentek, odnośnie ubrań z drugiej ręki. Że bez sprawdzonego źródła nie noszą, że w lumpeksach i po kimś się brzydzą, że raczej i namiętnie polują na okazyjne wyprzedaże w zarach, czy innych haendemach. Te panny kupują przynajmniej jeden nowy ciuch tygodniowo. Często kilka. Nosz kurna – dramat. Nie miałam pojęcia o skali tego zjawiska. Od lat ubieram się w lumpeksach i co więcej, kupuję zwłaszcza ubrania vintage. Wychodzę z założenia, że jeśli przetrwały w tak dobrym stanie kilkadziesiąt lat, warto jest mieć
Retrospekcja.
Usiadłyśmy po zagranym udanie spektaklu. Pijąc wino. Otwarte okna, światło latarni, muzyka sącząca się z górnych pięter. Sytuacja niemal idealna. Rozmowa. Nasze działanie zatoczyło krąg i już niemal się dopełniło. Przywiązałyśmy się do miejsca, którego wkrótce nie będziemy w stanie zarzymać. W siermiężnej i bezdusznej polskiej rzeczywistości przestajemy mieć rację bytu. Zamykają się drzwi możliwości. I okien na tę chwilę brak. „Nie bój się zawracać! ” przeczytałam ostatnio
Retrospekcja. Dowiedz się więcej »
