Kronika z zamknięcia, kolejna sobota

*Maska wywołuje u mnie klaustrofobię, brak mi tchu, brak mi słów, a myśli uciekają, od razu dusznica i panika level master. Po zdjęciu szmaty, jak ręką odjął. Noszę przepisowo, ale niechętnie, tudzież nie wyobrażam sobie, że będę się tak poniewierać do czasu wynalezienia szczepionki.  *Do tego pies patrzy na mnie spod byka, że bez twarzy z nim wychodzę (stałam się dziwną, groźną panią) i nie może czytać we mnie jak w książce, tylko musi zgadywać o co mi kaman.  *Rządzą nami niegodziwcy. 

Kronika z zamknięcia, kolejna sobota Dowiedz się więcej »

Kronika, z dziś. 

Rano poszłam, jak co dzień, na spacer z psem. Łazimy na wały nadodrzańskie, w miejsca, gdzie jest mała frekwencja, coby unikać zagrożeń.  Szliśmy sobie grzecznie, wąchając kwiatki i obsikujac krzaczki, w dużym oddaleniu od pary sunących powoli i z godnością seniorów, omijając szerokim łukiem pana walczącego z upartym szczeniakiem. Przez to nie zauważyliśmy niebezpieczeństwa, które czaiło się za zakrętem, na waskiej ścieżce między opuszczoną miejską plażą, a rzeką. Na zapyziałej drewnianej palecie (przy samej ścieżce, nie sposób ominąć) rezydowała madka z 4-5

Kronika, z dziś.  Dowiedz się więcej »

Wielkie otwarcie.

Aż trudno mi uwierzyć, że minęło 10 lat od spełnienia mojego wielkiego marzenia.  Każdy z nas je ma. Moje, odkąd pamiętam było związane z teatrem. W moim rodzinnym domu wisiało w przedpokoju na piętrze (i jest tam nadal) wielkie kryształowe lustro. Już jako mała dziewczynka godzinami tańczyłam przed nim własne kompozycje ruchowe, improwizowałam swoje „układy”, lub dialogowałam sama ze sobą i nagrywałam głos na Grundigu (magnetofonie kasetowym z lat 80). Robiłam do lustra miny i patrzyłam, jak wygląda wtedy moja twarz. Gestykulowałam. Śpiewałam miksy różnych piosenek. Przechodziłam

Wielkie otwarcie. Dowiedz się więcej »

Szewczyk

WTEDY  Mój szewc jest fachowcem. Naprawia obuwie zręcznie i szybko. Właściwie nie ma dla niego zadań zbyt trudnych. Zawsze próbuje coś zaradzić, nawet gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, za rozsądną cenę przywraca do życia moje ulubione modele. Jest pasjonatem. Miłym, rzetelnym, szarmanckim i mocno wiekowym panem. Właścicielem maleńkiego warsztatu wciśniętego pomiędzy dwa sklepy: spożywczy i zoologiczny. Wchodzi się do ciemnego, wąskiego pomieszczenia z ladą. Mimo braku dzwonka i hałasu, mój szewc zawsze wie, gdy przychodzi klient: – Zaraz podejdę. Proszę

Szewczyk Dowiedz się więcej »

Mały terrorysta – jak żyć z terierem i nie zwariować

Myśl o poszerzeniu naszego zwierzyńca o psiego przyjaciela przyszła dość nagle, przy okazji rozmowy o przekraczaniu stref komfortu. Kołatała i nie chciała przestać. Wszędzie widziałam pieski. Przeszukiwałam nałogowo internet. Czytałam fora i blogi. Uczyłam się o rasach, wymaganiach, problemach. Nagle pojawiło się małe-białe terierkowe COŚ i podbiło zupełnie moje serce. Czytałam zachwycona: „bystry, inteligentny łobuziak” (cudownie!), „kocha ludzi, jest wesoły, energiczny, odważny, uparty” (chcę!), a że „szczekliwy” (no, jakąś małą wadę musi mieć, co to za pies bez wad). JRT! Ideał – pomyślałam.

Mały terrorysta – jak żyć z terierem i nie zwariować Dowiedz się więcej »

#sen  Brałam udział w warsztatach tanecznych. Masterclass z kimś bardzo ważnym. Na wielkiej scenie, z czarną podłogą baletową. Moje ciało doskonale pamięta zapach teatralnego kurzu. Gładką strukturę podłogi baletowej, która odbija wszystko, jak tafla wody. Przylega przyjemnie, jak druga skóra. #obserwator Siedziałam na czerwonym pluszowym krześle, w ostatnich rzędach widowni. Może przebierałam się tam w strój do ćwiczeń?! – Nie pamiętam. Wiem, że bezwstydnie chłonęłam obrazy. Głosy, śmiechy, kolory, przyjazne twarze, sylwetki, gwar, trzaskające krzesła.

Dowiedz się więcej »

Tydzień w zamknięciu. Kronika. 

Koronafaszyn.  Wczoraj. Widziałam panią w średnim wieku, z kanarkowo – żółtymi rękawiczkami rowerowymi na dłoniach i bawełnianą niebieską maską, ubraną tylko na obszar ust. Nos pozostawał odsłonięty. Ochronna wartość tego zestawu jest wątpliwa, ale wyglądała nieźle jako stylówa. Nie śmiałam podejść i zapytać.  W parku dwoje staruszeńków zawiniętych szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe (takie foliowe, dostępne w kioskach) tuliło się do siebie namiętnie. Trochę mnie to wzruszyło.  Wczoraj również, niemal przez całą drogę z parku

Tydzień w zamknięciu. Kronika.  Dowiedz się więcej »

Czas płynie. Godzimy się ze stratą. Z każdą chwilą boli trochę mniej.  Idę powoli, rozglądając się na boki. Mój świat znowu ma kolory! Tęsknota już tak nie dławi i prawie można oddychać pełną piersią. Śmiać się naprawdę. Twarzą i oczami. Czuć szczęście. Ta przestrzeń jest znowu dostępna.  Czasami noce są trudne. Bezbronne. Pełne cieni. Wspomnień. Snów. Zamykam oczy i już, coraz rzadziej, ale wraca zapach, pamięć troski w głosie, gładkość skóry i chłód całowanych policzków. Dotyk. Czułość matkowania.

Dowiedz się więcej »

Żywoty muz. Część II

Następnej pani nikomu przedstawiać nie trzeba, wystarczy skojarzyć z nią prosty czarny kostium i sznur pereł. Coco Chanel. Innowatorka modowa, której kobiety zawdzięczają „małą czarną”, żakiet w czarno-białą pepitkę, perfumy i sztuczną biżuterię. Za sprawą Coco kobiety zaczęły cenić wygodę w noszeniu ubrań, które owa wizjonerka stylu potrafiła zmyślnie łączyć z ponadczasową elegancją. Mimo trudnych dla kobiecych inicjatyw czasów. Choć prywatnie była zapatrzoną w siebie zołzą, z którą życie było nie do zniesienia, zawodowo zawsze stawiała dobro płci pięknej na pierwszym miejscu. Podziwiam NOWOCZESNOŚĆ w jej myśleniu, ODWAGĘ w realizowaniu własnych pomysłów oraz pewność,

Żywoty muz. Część II Dowiedz się więcej »

Żywoty muz. Część I

Uwielbiam czytać biografie.  Jestem typem podglądacza innych światów i niemal od zawsze pociągały mnie historie, wszelkie obyczajowe zawiłości, kontrowersje, zróżnicowane światopoglądy, talenty, błysk geniuszu i prosta zwyczajność. Humor i patos. Relatywizm spojrzeń. Subiektywność odczuć. Wchłanianie żyć innych osób to niezmiennie fascynujące doświadczenie. Świadomość, że choć przez dzielenie wspomnień, ale jednak mogę zanurzyć się w tym co już było, być w innym czasie, środowisku, świecie. Poznać, zrozumieć polubić, lub nie.  Zwłaszcza różnej maści pamiętniki są moim elementarzem

Żywoty muz. Część I Dowiedz się więcej »

Rozmowa o Pinie

Przywitał nas na schodach domostwa, jak na dobrego gospodarza przystało, szerokim uśmiechem i podaniem ręki. – Jestem Janusz. Janusz Subicz – padło sympatycznie i krótko. W pierwszej chwili zupełnie nie skojarzyłam twarzy, ani sylwetki, z tancerzem światowej sławy, którego przecież nie raz oglądałam na archiwalnych nagraniach spektakli Piny Bausch. Do tego okazał się mężem mojej ulubionej tancerki – Nazareth Panadero. Dopiero ostatniego dnia ośmieliłam się podejść, zadać pytania, porozmawiać. Wieczór cudów. Inspiracji i zachwytów. Życia barwnego, pełnego anegdot, uroczych

Rozmowa o Pinie Dowiedz się więcej »

Zacznij swój pomiar od zera.

Najpierw wywietrzał zapach. Specyficzna mieszanka perfum, papierosów i ż y c i a .  Mój rodzinny dom. Miejsce. Pewnik.  Opustoszał. Ucichł. Wszelkie szmery i szelesty przestały mówić Jej językiem. Siedzę na krześle w kuchni. Widzę unoszące się w promieniach słońca drobinki kurzu. Nic nie poruszy powietrza. Już Jej nie ma. Trwam w oczekiwaniu. Żadnego westchnienia, szurania kapci, kaszlnięcia. Tylko mój oddech i tykanie zegara.  W szafie czai się torba, którą wspólnie spakowałyśmy do szpitala. Zapełniona zgodnie z instrukcjami, rzeczami „na chwilę”: kosmetyczką, piżamą i ręcznikiem. Ukochanym

Zacznij swój pomiar od zera. Dowiedz się więcej »

Fransja – Elegansja

Nie pamiętamy już, jak się nazywała Pani z siatką. Minęło parę lat i szczegóły wywietrzały nam z głów, a zdjęć nie śmieliśmy robić. Pani z siatką. Postać wybitnie kontrowersyjna. Zlepek wszystkich możliwych wad i śmieszności. Przedstawicielka gatunku dziwolągów, nadopiekuńczych matek, upierdliwych klientek, punkt zapalny i centrum wszystkich problemów. Relikt, którego nie sposób zapomnieć. Pojechaliśmy z Kubą na romantyczną wycieczkę objazdową po Francji. Nie bardzo zdając sobie sprawę, co znaczy „objazdowa” w zapchanym niemiłosiernie autokarze. Byliśmy podekscytowani, że zobaczymy Paryż, Marsylię, Niceę,

Fransja – Elegansja Dowiedz się więcej »

Trzy sowy

ON Parę dni temu. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Z głębi gabinetu lekarskiego spoglądały na mnie z zaciekawieniem trzy pary oczu. Każda zza szkieł okularów. -Z czym pan do nas przychodzi? – padło pytanie. Odpowiedziałem. Zademonstrowałem. Krótko. Tu boli, to dolega. Bystre sowie oczka prześwidrowały mnie na wylot. -Aaaa… schorzenie takie i takie – padło po chwili z ust sowy – doktora. Sowa – asystentka z aprobatą pokiwała głową.  – Zaraz, raz – dwa się z tym rozprawimy. Przepiszę panu

Trzy sowy Dowiedz się więcej »

0
    0
    Koszyk
    Koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewijanie do góry