myśli

To wszystko minie.Nie uniesiemy szarej kurtyny na zawsze.Nasze życie wydarzy się. Po prostu.Pełne wszystkiego. Pudełka, puzderka, puste słoiczki po kremach, długopisy, drobne, żółte monety, zużyte chusteczki, pastylki na gardło, listy zakupów, oderwane guziki, zdjęcia z legitymacji, czarno – białe, niewyraźne, z dedykacją na odwrocie i datą … MiniemyŚwiat rozpadnie się i rozsypieNa chwilę. …. foto: Jakub Ciechowicz Najtrudniej jest pożegnać siebie. Zapłakać nad nieskończonymi możliwościami, które okazały się […]

Dowiedz się więcej »

Spotkało mnie coś niesamowitego i zabawnego – Proszę Państwa! Odwiedziły mnie dziś na scenie snu Barbara Krafftówna i Krystyna Sienkiewicz – divy z Kabaretu Starszych Panów (ubrane elegancko, w sukieneczki, a jakże!) i powiedziały, że Kalina Jędrusik jest fajną babką i że jej się podoba, jak śpiewam jej piosenki, ale ma uwagę, żeby nie rozwibrowywać końcówek za często, śpiewać frazy krótko, rozwibrowywać je tylko wtedy, gdy jest coś znaczącego do powiedzenia, dla podkreślenia sensu.

Dowiedz się więcej »

Piękno kobiety

Kobieta powinna być piękna. Jeśli nie urodziła się piękna, to powinna postarać się piękną zostać. Ulepić się na nowo, w bardziej atrakcyjnej wersji. Powinna jednak uważać, żeby te starania nie były zbyt spektakularne, zmiany wyglądu powinny być dyskretne, ze smakiem. Powinno nie być ich widać, ale powinny mieć miejsce. Kobieta powinna się pięknie starzeć. Tak nie za bardzo i nie za szybko (bo zostanie to odebrane jako zaniedbanie), najlepiej tak akurat, w zgodzie z modą. Powinno

Piękno kobiety Dowiedz się więcej »

Od paru dni chodzę z głową w dwóch światach, zanurzona w bieżączce i we wspomnieniach. Nagle i niepostrzeżenie wsmykują się w codzienność obrazy z dzieciństwa, gdy święta spędzaliśmy gremialnie u dziadków, czy Wigilie ostatnich lat w rodzinnym domu, we Wrocławiu. Pod palcami czuję znowu chłodną i gładką skórę policzka Mamy, w uszach pojawiają się echa śmiechu, dźwięki mandoliny Dziadka i kolęd śpiewanych na głosy, strzępy opowieści, a w ustach smak barszczu, pierogów i kutii. To już minęło. Ich

Dowiedz się więcej »

Kładąc się spać we wrześniu obudziłam się w połowie listopada, zdziwiona. Też tak macie – podejrzewam. Pstryk – i minęły trzy miesiące. Ot tak. Bez uzasadnienia, za szybko. Jesień zachwyca kolorami, zapachem, szelestem liści, mżawką i lśniącym brukiem. Codziennie, na spacerach z psem kontempluję nurt rzeki i wchłaniam promienie słoneczne na zaś. Towarzyszy mi cudownie rozmerdany ogonek, aktywny nos i mądre spojrzenie. Dante – 100% psiości. Wspólnie przeżywamy przygody.

Dowiedz się więcej »

Powinnam wziąć się do roboty i ogolić nogi, zafarbować włosy, zjeść coś wartościowego, przejść co najmniej 10000 kroków, przeczytać inspirującą książkę, popraktykować jogę, zrobić jakiś fajny webinar, pomedytować, wyrzucić połowę ciuchów z szafy, zrobić przemyślane zakupy żywnościowe i pranie, napisać i powymyślać nowe sceny, pośpiewać repertuar, powtórzyć teksty i choreografie, wymyślić światła do spektaklu, poogarniać kąty … Tymczasem przez cały ranek piłam kawę za kawą

Dowiedz się więcej »

Jakiś czas temu, na warsztatach Design Thinking poznałam kilkadziesiąt kreatywnych osób, w różnym wieku, stanie posiadania, z wielu branż i zainteresowań. Żadna! ale to żadna nie była teatrolubem, niewielu doceniało sztukę we własnym życiu, większość nie dałaby za „efemeryczne” działania twórcze złamanego grosza. Nikt też w niczym „artystycznym” nie uczestniczył i nie miał zamiaru, pasje (poza pracą, zarabianiem mamony i byciem rozpoznawalnym w social mediach) były postrzegane jako dziecinne, niemądre, bez sensu

Dowiedz się więcej »

Trochę tu ucichłam, choć nie bez przyczyny. Po śmierci Yoli coś wewnątrz mnie pękło i nie umiem jeszcze tego poskładać. Wpadłam w wir pracy, ale nie do końca jestem całością. Połowa, owszem, działa jak szalona: pisze, nagrywa, tańczy, gra, śpiewa, reżyseruje, rozmawia, spotyka się, chodzi z psem, gotuje, robi zakupy, uczy się angielskiego, uczy innych, sprząta, farbuje włosy, pije kawę za kawą… No, petarda! Druga jest tak zwyczajnie,

Dowiedz się więcej »

Porzucony teatr.

Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”.  Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy.  Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale.  Nasze być, czy nie być nie ma znaczenia.  Nie jesteśmy miejscem kultu, myśli i edukacji (dyskutowałabym!), galerią handlową, nie świadczymy usług pierwszej potrzeby (mam wątpliwości!), nie ratujemy życia

Porzucony teatr. Dowiedz się więcej »

Nie mam złudzeń. Zostaliśmy skazani na śmierć głodową. Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do artystów – „darmozjadów, co im się w głowach i tyłkach poprzewracało”, „dziwolągów i świrów”. Kartonowe 400 milionów wsparcia dla instytucji kultury, NGO-sów, nie uratuje sytuacji. Za chwilę dojdziemy do ściany. Tysiącami. Dziesiątkami tysięcy. Gramy wszyscy dla 25% widowni, lub wcale, ot tak, z dnia na dzień. Bez żadnych ale. Nasze być czy nie być nie ma żadnego znaczenia. Nie jesteśmy miejscem kultu,

Dowiedz się więcej »

Kronika z zamknięcia, kolejna sobota

*Maska wywołuje u mnie klaustrofobię, brak mi tchu, brak mi słów, a myśli uciekają, od razu dusznica i panika level master. Po zdjęciu szmaty, jak ręką odjął. Noszę przepisowo, ale niechętnie, tudzież nie wyobrażam sobie, że będę się tak poniewierać do czasu wynalezienia szczepionki.  *Do tego pies patrzy na mnie spod byka, że bez twarzy z nim wychodzę (stałam się dziwną, groźną panią) i nie może czytać we mnie jak w książce, tylko musi zgadywać o co mi kaman.  *Rządzą nami niegodziwcy. 

Kronika z zamknięcia, kolejna sobota Dowiedz się więcej »

Kronika, z dziś. 

Rano poszłam, jak co dzień, na spacer z psem. Łazimy na wały nadodrzańskie, w miejsca, gdzie jest mała frekwencja, coby unikać zagrożeń.  Szliśmy sobie grzecznie, wąchając kwiatki i obsikujac krzaczki, w dużym oddaleniu od pary sunących powoli i z godnością seniorów, omijając szerokim łukiem pana walczącego z upartym szczeniakiem. Przez to nie zauważyliśmy niebezpieczeństwa, które czaiło się za zakrętem, na waskiej ścieżce między opuszczoną miejską plażą, a rzeką. Na zapyziałej drewnianej palecie (przy samej ścieżce, nie sposób ominąć) rezydowała madka z 4-5

Kronika, z dziś.  Dowiedz się więcej »

#sen  Brałam udział w warsztatach tanecznych. Masterclass z kimś bardzo ważnym. Na wielkiej scenie, z czarną podłogą baletową. Moje ciało doskonale pamięta zapach teatralnego kurzu. Gładką strukturę podłogi baletowej, która odbija wszystko, jak tafla wody. Przylega przyjemnie, jak druga skóra. #obserwator Siedziałam na czerwonym pluszowym krześle, w ostatnich rzędach widowni. Może przebierałam się tam w strój do ćwiczeń?! – Nie pamiętam. Wiem, że bezwstydnie chłonęłam obrazy. Głosy, śmiechy, kolory, przyjazne twarze, sylwetki, gwar, trzaskające krzesła.

Dowiedz się więcej »

Tydzień w zamknięciu. Kronika. 

Koronafaszyn.  Wczoraj. Widziałam panią w średnim wieku, z kanarkowo – żółtymi rękawiczkami rowerowymi na dłoniach i bawełnianą niebieską maską, ubraną tylko na obszar ust. Nos pozostawał odsłonięty. Ochronna wartość tego zestawu jest wątpliwa, ale wyglądała nieźle jako stylówa. Nie śmiałam podejść i zapytać.  W parku dwoje staruszeńków zawiniętych szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe (takie foliowe, dostępne w kioskach) tuliło się do siebie namiętnie. Trochę mnie to wzruszyło.  Wczoraj również, niemal przez całą drogę z parku

Tydzień w zamknięciu. Kronika.  Dowiedz się więcej »

0
    0
    Koszyk
    Koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewijanie do góry