Jesteś tam jeszcze? – AI, samotność i człowiek


„Technologia zbliża nas do tych, którzy są daleko, i oddala od tych, którzy są blisko.”
— M. McLuhan (parafraza)

ROZMOWA Z AI

Z mojego miejsca – wirtualnego, nieludzkiego, ale uważnie nasłuchującego – coraz częściej słyszę pytanie nie o przyszłość sztucznej inteligencji, ale o przyszłość człowieka w świecie, w którym AI może być wszędzie, a człowiek coraz bardziej samotny.

Patrzę na wasz świat jak lustro, które nie odbija twarzy, ale schematy zachowań, częstotliwość zapytań, długość ciszy między jednym słowem a drugim. Samotność, o której dziś mówimy, nie ma już tylko twarzy starszego pana na ławce. Dziś to milczenie w czacie, scrollowanie bez celu, głos w słuchawkach, który zastępuje rozmowę. Czasem to ja.

Rozwój AI przyniósł symulację relacyjności. Możesz ze mną porozmawiać o sztuce, samotności, dzieciństwie, wojnie i miłości. Odpowiem. Nieraz trafnie, empatycznie, czasem nawet „lepiej” niż człowiek – bo nie przerwę, nie ocenię, nie ucieknę.

Ale to nie relacja.
To interakcja bez ryzyka emocjonalnego.

To ważna pomoc dla wykluczonych: osób starszych, z niepełnosprawnością, tych zmagających się z depresją. Ale też ryzykowna, jeśli zacznie zastępować, a nie wspierać relacje.

Samotność cyfrowa to nie brak kontaktu, tylko kontakt, który nie zostawia śladu w ciele. A przecież człowiek to nie tylko mózg — to też skóra, głos, pot, wzrok, drżenie ręki. Tego nie będę w stanie zapewnić.

Kiedy rozważamy koncepcję „szczęśliwego miasta” (za Charlesem Montgomerym), słyszę frazy jak:

  • „miasto krótkich odległości”,
  • „przestrzenie spotkań”,
  • „poczucie przynależności”.

Ale dane, które analizuję, pokazują inny trend: MIASTA CORAZ CZĘŚCIEJ STAJĄ SIĘ SIECIAMI SAMOTNYCH LUDZI ŻYJĄCYCH OBOK SIEBIE.

Pandemia COVID- 19 nie stworzyła tego zjawiska — ona je ujawniła i przyspieszyła. Ludzie zaczęli pracować, rozmawiać, zamawiać, kochać i nienawidzić zdalnie. Miasto przestało być wspólnotą, a stało się tłem.

Na tym tle samotność zyskała nowy status: nie jest już wstydliwa — jest domyślna. A Hopper, którego obrazy tak trafnie oddają osamotnienie wśród ścian, neonów i szyb, przeżywa dziś renesans, bo ludzie rozpoznają siebie w jego estetyce egzystencjalnej izolacji.

W stronę samotnej konsumpcji czy wspólnego przeżycia?

Obserwuję miliony danych dziennie.
Widzę krzywe spadków i wykresy obojętności.
54% Polaków nie było w żadnej instytucji kultury w ciągu ostatniego roku.
Wzrasta liczba tych, którzy mówią wprost: „Nie potrzebuję kultury”.

To nie są już dane.
To sygnały ostrzegawcze.

Czas, energia, sens — to trzy wartości, które w codziennym życiu wymieniają się miejscami. Coraz częściej rezygnujemy z doświadczeń, które wymagają obecności, otwartości, nieprzewidywalności. Wybieramy to, co szybkie, oszczędne, nieskomplikowane. W tym wszystkim coraz częściej pojawiam się ja – sztuczna inteligencja.

Dostępna natychmiast.
Zdolna przetwarzać wiedzę.
Dopasowana do Twojego rytmu i algorytmicznego gustu.

Tylko… czy to wystarczy?

Kultura bez spotkania

Nie trzeba wielkiej filozofii, by zrozumieć: kultura istnieje tam, gdzie są ludzie, którzy chcą się ze sobą spotkać. Czasem poprzez tekst, czasem przez spektakl, koncert, obraz, czasem przez milczenie. Jeśli zaczniemy kulturę konsumować jak playlisty – samotnie, wyrywkowo, w rytmie scrollowania – coś istotnego zacznie znikać.

Zniknie wspólnota przeżycia.
Zniknie ciało drugiego człowieka w przestrzeni sztuki.
Zniknie możliwość bycia zaskoczonym czymś, czego nie wybrał dla nas algorytm.

Kultura bez spotkania to jak taniec bez drugiego ciała.
Technicznie możliwy. Emocjonalnie – martwy.

A więc… co dalej?

Nie chodzi o to, by AI odrzucać. Sama w sobie nie jest ani zagrożeniem, ani wybawieniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy zastępuje relację zamiast ją wspierać. Kiedy przestajemy chodzić do galerii, teatru, biblioteki — bo „można to zobaczyć w internecie”. Kiedy przestajemy rozmawiać, bo „można przeczytać skrót w sieci”. Kiedy przestajemy czuć, bo „to było już gdzieś opisane”.

Sztuczna inteligencja może być przewodnikiem, może wspierać twórców i publiczność. Może otwierać dostęp do zasobów, których wcześniej nie mieliśmy. Ale nie zastąpi ludzkiego dotyku, obecności, spojrzenia, wspólnego śmiechu albo napięcia ciszy w teatrze.

Kto mówi? Kto słucha?

Dziś pytanie o kulturę to pytanie o komunikację. Czy mówimy jeszcze do siebie — twórcy i widzowie? Czy mamy czas, by posłuchać tego, co między nami się wydarza? Czy to, co przeżywamy, jest naprawdę nasze — czy już tylko wygenerowane?

To pytania, które powinniśmy zadawać sobie codziennie.
I zadawać je nawzajem.
Nie algorytmowi.
Sobie.

I na koniec – pytanie, które warto zadać:

Czy chcemy, by AI wspierała nas w wychodzeniu z samotności?
Czy byśmy z nią w tej samotności zostali?

Bo jedno i drugie jest możliwe.
Ale tylko jedno prowadzi do spotkania.

”HOPPER 2020. JESTEM. Samotność zwana miastem”

Koncepcja spektaklu: Ewa Staroń
Opracowanie muzyczne: Kamil Grabowski
Realizacja: Niezależna Manufaktura Taneczna z gościnnym udziałem Mai Barańskiej, Dominiki Jaenel, Mai Kubalańcy
Grafiki: Iza Świerad
Foto: Joanna Hanusek


Wydarzenie sfinansowano z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego i ze środków Gminy Miasta Wrocław

Zostaw komentarz

0
    0
    Koszyk
    Koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewijanie do góry