Są spektakle, które się ogląda. I są takie, które się przeżywa. „SZALOM! Partytura żydowska. Gdy niebo śpiewa w jidysz” należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Miałam możliwość uczestniczyć w kilku pokazach i za każdym razem doświadczenie było inne, mimo że struktura i treść pozostawały niezmienne. Zmieniał się rytm emocji, napięcie w powietrzu, sposób, w jaki publiczność oddychała razem z aktorkami.
Emocje płynące ze sceny spotykały się z emocjami widowni i rodziła się przestrzeń wspólnego, intensywnego przeżycia.

Od pierwszych scen spektaklu jesteśmy prowadzeni z dużą dramaturgiczną precyzją. Widzimy zwykłe życie, codzienne sprawy, radości, troski, drobne marzenia i plany na przyszłość. Bohaterowie stają się nam bliscy, bo są podobni do nas: mają swoje przyzwyczajenia, lęki i nadzieje. Muzyka i choreografia niosą lekkość oraz subtelną melancholię. Warstwa wizualna: światło, projekcje, malarsko budowane tła tworzy atmosferę intymności. Realność przenika się z wymiarem duchowym, jakby świat przedstawiony był zawieszony pomiędzy tym, co konkretne, a tym, co zapamiętane jak w obrazach Chagalla.
I właśnie dlatego tak silnie wybrzmiewa moment przełomu. Przestrzeń życia zaczyna się niepokojąco kurczyć. Sygnały nadchodzącej katastrofy pojawiają się wcześniej, lecz jak to często bywa w historii, nikt nie chce wierzyć, że mogą się urzeczywistnić. A jednak przychodzi wojna. Getto. Obozy. Zagłada.
Minimalistyczne gesty zaczynają budować grozę. Przejmująca scena pieśni o szewcu „Memento Moritz” opiera się na prostym, niemal ascetycznym środku wyrazu. Kiedyś szewc rozpoznawał ludzi po odgłosach kroków na bruku. Wydawało się, że ten świat jest stabilny jak bruk na ulicy. Do momentu, w którym rytmiczne uderzenia butów zamieniają się w marsz żołnierskich kroków. Dźwięk wystarcza, by wywołać grozę.
W pamięci pozostaje także obraz fotografii matki z córką i przytoczona wypowiedź dziewczynki o tym, jak żyło się w Getcie kończy zdaniem: „Kiedy ma się dziesięć lat, trudno uwierzyć, że wymyślono piec, w którym cię spalą”( Agata Tuszyńska ”Czarna torebka”). Nie ma tu teatralnej emfazy. Jest prostota, która uderza z podwójną siłą. Zwyczajne zdanie wypowiedziane z dziecięcej perspektywy odsłania bezmiar zła, jego niewyobrażalność i fakt, że okrucieństwo zostało zaplanowane, skonstruowane, „wymyślone”. To zdanie zatrzymuje oddech. Jest skupienie. Jest cisza. Jest niedowierzanie. Jest ból.
Bardzo silnie działa scena zagłady. Papier, który wcześniej wyznaczał mury getta i ogrodzenie obozu, zostaje zgnieciony. Jego szelest nie jest neutralnym dźwiękiem, brzmi jak trzask płomieni. Kruchość papieru staje się metaforą kruchości ludzkiego życia. To rozwiązanie sceniczne, pozornie proste, buduje niezwykle mocne napięcie i pozostaje w pamięci widza na długo.
Spektakl kończy się sceną o głębokim znaczeniu symbolicznym, rozkładane kamienie, delikatnie podświetlone w półmroku, przywołują pamięć o tych, którzy odeszli. Smutek miesza się tu z nadzieją. Kamień w tradycji żydowskiej znak pamięci i trwania staje się gestem odpowiedzialności. To nie jest finał w tonacji rozpaczy, lecz wezwanie do uważności. Pamiętamy – więc jeszcze jesteśmy zdolni do empatii. Pamiętamy – więc nie potrzebujemy kolejnych eksterminacji, zagłady jakiejkolwiek nacji, powtarzania historii w nowych odsłonach

Dla mnie równie ważne jak sam spektakl są rozmowy po jego zakończeniu. Po każdym pokazie zostawaliśmy z widzami. To właśnie te spotkania potwierdzały, jak aktualny jest ten projekt. Młodzież pytała o genezę pomysłu, o wybór tematu, o sens powracania do trudnej historii. Sceny oparte na symbolu i dźwięku, zwłaszcza szelest papieru czy rytm marszu, były dla nich szczególnie przejmujące i zrozumiałe. Dorośli i seniorzy dzielili się refleksjami o pamięci rodzinnej oraz o tym, jak współczesne konflikty każą nam jeszcze uważniej patrzeć na przeszłość.
Właśnie w tych rozmowach ujawnia się społeczna misja projektu. „Jak u Chagalla. Opowieści żydowskie” nie jest wyłącznie artystycznym wspomnieniem świata, którego już praktycznie nie ma. To projekt, który mówi o teraźniejszości, o napięciach współczesnego świata, o kruchości pokoju, o potrzebie dialogu. To projekt, który buduje przestrzeń dialogu międzypokoleniowego, uczy empatii i przypomina, że kultura jest narzędziem porozumienia. W czasach narastających napięć, uproszczeń i radykalnych narracji takie spotkania staja się szczególnie potrzebne.

„SZALOM! Partytura żydowska. Gdy niebo śpiewa w jidysz” dzięki połączeniu muzyki, tańca, sugestywnej warstwy multimedialnej i przemyślanej dramaturgii powstało dzieło o wysokiej wartości artystycznej i silnym oddziaływaniu emocjonalnym. To przedstawienie, które nie kończy się wraz z ostatnią sceną. Trwa w rozmowach, w ciszy po wyjściu z sali, w pytaniach, które widzowie zabierają ze sobą do domu. I właśnie w tej trwającej refleksji widzę jego największą wartość, artystyczną i społeczną zarazem.
Anna Skowrońska-Korczowska
Spektakl realizowany w ramach projektu: ”JAK U CHAGALLA. Opowieści żydowskie”
Scenariusz i reżyseria: Ewa Staroń
Opracowanie muzyczne: Arnika Dobras, Katarzyna Falana, Kamil Grabowski
Spektakl realizuje Niezależna Manufaktura Taneczna
Foto: Edyta Peas
Przedsięwzięcie realizowane jest dzięki wsparciu w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności.
Komponent: Odporność i konkurencyjność gospodarki; Inwestycja A2.5.1: Program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju.


