Koronafaszyn.
Wczoraj. Widziałam panią w średnim wieku, z kanarkowo – żółtymi rękawiczkami rowerowymi na dłoniach i bawełnianą niebieską maską, ubraną tylko na obszar ust. Nos pozostawał odsłonięty. Ochronna wartość tego zestawu jest wątpliwa, ale wyglądała nieźle jako stylówa. Nie śmiałam podejść i zapytać.
W parku dwoje staruszeńków zawiniętych szczelnie w płaszcze przeciwdeszczowe (takie foliowe, dostępne w kioskach) tuliło się do siebie namiętnie. Trochę mnie to wzruszyło.
Wczoraj również, niemal przez całą drogę z parku do domu, szedł za mną młody facet. Na szczęście dość daleko. Gadał przez telefon i kaszlał non stop. Mówił, że wcale nie pobiegał dziś, bo go w klatce piersiowej boli i nie może oddychać. Był w stroju do joggingu. Bez maski, rękawiczek, wcale się nie zakrywał jakoś specjalnie. Swobodnie mijał ludzi na ulicy. Na koniec wsiadł do tramwaju.
W środę na wałach królowały bandany zawinięte wokół ust i okulary przeciwsłoneczne typu sowa.
Preferowane są tam spacery głównie w pojedynkę, z kijkami, ewentualnie psem, lub piknik nad rzeką z dziećmi.
Wędkarzom wrocławskim żaden koronawirus nie straszny. Łowią w zarazie jakby nigdy nic. Może to kwestia stanu umysłu? Może praktykują majndfulnes? Albo siedzą tam cały czas i nie słuchają wiadomości?!
Nie wiem, ale jestem zafascynowana. Słońce. Deszcz, śnieg, czy koronawirus. Są.
Podobno dym z ogniska ma silne właściwości wirusobójcze. Może dlatego tabuny ludzi polazły w czwartek do lasku osobowickiego, coby tam odganiać zarazę w miłym towarzystwie, przy piwie i kiełbasie?! Haj lajf, śmiechy chichy i wielkie żarcie. Rzuciłam im tylko z daleka, że te inne „Osobowice” są w sumie tuż tuż i żeby nie wywoływali wilka z lasu. Bez efektu oczywiście. Wzięliśmy psa pod pachę i chodu.
Dobrze, że zamknęli boiska szkolne. Na Różance życie towarzyskie toczy się właśnie tam, jest siłownia na powietrzu, bieżnia, boiska. Sportowcy różnej maści, w lajkrach i dresach okupują je non stop. Z udziałem okolicznej widowni.
Najbardziej zadziwia mnie w okolicznościach epidemicznych gra w koszykówkę. Może mi się zdaje, ale jest to chyba mocno kontaktowy sport?!
Dobrze, że jest pandemia, bo można zrobić remont. W bloku naprzeciwko, właśnie tym się od tygodnia zajmuje ponad połowa jego mieszkańców. Zaraza zarazą, ale ładnie mieszkać trzeba. Nie będzie wirus pluł nam w twarz.
Myślę, że jesteśmy niezwykle zdyscyplinowanym społeczeństwem. Świadomym zagrożenia. Jesteśmy empatyczni i dbamy o zdrowie i bezpieczeństwo. Własne i ludzi wokół.
Najważniejsze, żeby na fejsbuku oznaczyć się #zostańwdomu. Wrzucić fotkę w masce.
A życie?!… Generalnie bez zmian.
Tylko ilość zarażeń rośnie.
